fot.Andanowa, wszelkie prawa zastrzeżone

- Ludzka wyobraźnia nie zna granic – powtarzała niegdyś moja babcia. Z pewnością miała sporo racji, szczególnie w momencie, gdy było to podsumowanie kolejnych plotek przyniesionych przez jej sąsiadkę – panią Wasiakową.

Wasiakowa wiedziała wszystko. O wszystkich. Była bowiem posiadaczką wrodzonej ciekawości, a także wyobraźni, takiej bez granic właśnie.

Jeśli innego sąsiada nie było przez weekend w domu, pani Wasiakowa biegła ile sił w nogach do mojej babci:

- Wiesz, Kowalski sobie znalazł młodszą!

albo

- Wiesz, Kowalscy się rozwodzą!

Potem okazywało się, że mama pana Kowalskiego zachorowała i pojechał się nią zaopiekować (Dobry synek).

Ludzka wyobraźnia nie ma granic także w związkach. Nie zliczę ile razy słyszałam od koleżanek, jak zamartwiają się o swoich ukochanych, gdy tamci wyjdą z kolegami. Zresztą, o tym to nawet Tuwim napisał wiersz dla dzieci:

„Płacze pani Słowikowa w domku na akacji, bo pan Słowik przed dziewiątą miał być na kolacji…”

Pojawia się oczywiście wizja napadu, pobicia i tym podobnych zdarzeń, a pan Słowik nagle wraca i bez zbędnych tłumaczeń kwituje:

„Wybacz, moje złotko, ale wieczór taki piękny, że szedłem piechotką.”

Ludzka wyobraźnia nie zna granic, ale czasem zapomina zadziałać. Chociażby wtedy, gdy po przysłowiowym „kielichu” człowiek siada za kierownicę, albo wtedy, gdy zabiera dziecko na trudny górski szlak, a pociecha ma na nogach klapki.

po kielichu

fot. Andanowa

Jeśli widzę wypadek, który powstał z winy człowieka to myślę właśnie o ludzkiej wyobraźni, która zapomniała „się” uruchomić.

Załóżmy jednak, że ludzka wyobraźnia należy do istoty określanej jako Homo Sapiens, czyli do człowieka rozumnego. Idąc tym tokiem rozumowania można wywnioskować, że istota ta wie jak posługiwać się wyobraźnią.

Ale czy wie rzeczywiście?