cereal-556786_1280

Jak grom z jasnego nieba spadła na mnie antybiotykoterapia. Do tego zalecanie od lekarza, aby oprócz odpowiednich tabletek dostarczać organizmowi żywe kultury bakterii także w postaci kefirów lub jogurtów naturalnych. Za jednym i za drugim nie przepadam w czystej postaci, więc musiałam kombinować.

Dzień pierwszy.         
Kupiłam sobie jogurt naturalny z ziarnami zbóż. Był pyszny! Stwierdziłam, ze mój problem został rozwiązany i już planowałam codzienne jedzenie tego smakołyku. Trzeba jednak sprawdzić dlaczego mi tak smakuje. Zajrzałam w skład – był słodzony (to nic!) i… nie miał w sobie żywych kultur bakterii. Znów na przegranej pozycji.

Dzień drugi.           
Połowę jogurtu naturalnego wymieszałam z dżemem. Tak doradziła mi Bee, gdy dowiedziała się, ze nie przepadam za smakiem samego naturalnego. Wcześniej wykrzyknęła tylko:

  „Jak można tego nie lubić?!”

Zjadłam. Dało się przełknąć, choć nie powiem, żeby było to jakieś super smaczne.

Dzień trzeci.             
W drodze do pracy wstąpiłam do sklepu po jakiś jogurt (nie miałam jeszcze planu jak go zjem). Na półce zobaczyłam kefir w buteleczce.

„to chociaż można zakręcić, gdy się nie dopije” – pomyślałam.

„a może to nie jest takie złe, przecież ostatnio próbowałam kefiru kilka lat temu…” – wmawiałam sobie.

Wypiłam łyk i… myślałam, że zwymiotuję. Zatkałam jednak nos i starałam się wlać w siebie jak najwięcej tego płynu. Udało się prawie pół butelki. Posmak w ustach pozostał jednak okropny.
Resztę dopił mój mąż, gdy wróciłam do domu. Smakowało mu.

Dzień czwarty.             
Na kolacje kanapki (wooow!), na których znalazłby się pomidor. Wpadłam jednak na chytry pomysł i postanowiłam przemycić trochę żywych kulturek. Zmieniłam jeden składnik w pysznej sałatce.

Pomidory kroisz w plastry i wrzucasz do miseczki. Solisz, pieprzysz wg uznania. Kilka łyżek śmietany mieszasz z łyżką majonezu i ze startym na grubych oczkach żółtym serem. Sos dajesz do pomidorków i mieszasz. Włala!

Śmietanę zamieniłam na jogurt naturalny. Nie było tak pyszne jak zazwyczaj, ale to najlepsza postać żywych kultur bakterii jaką jadłam od kilku dni.

Dzień piąty.        
Pół jogurtu naturalnego wymieszałam z dwiema łyżeczkami brązowego cukru i łyżeczką kakao. Mmm, całkiem nieźle. A może już się przyzwyczajam do tego smaku?

Powoli kończą mi się pomysły. Każdy mile widziany.

P.S. Tak, wiem, normalni dorośli ludzie lubią jogurty naturalne i kefiry. Trudno.