Mój pobyt w psychiatryku

Mogłoby się wydawać, że zamknięcie w psychiatryku będzie najgorszym przeżyciem, jakie tylko można sobie wyobrazić. A jednak było inaczej.

Od razu rozwieję wątpliwości, które zasiałam w Waszych głowach – nie jestem chora psychicznie, nigdy nie miałam choćby depresji. Owszem, bywałam w szpitalu psychiatrycznym, ale jedynie w odwiedzinach i nikomu nie życzę takiej choroby.

hospital-bed-315869_1280

Ostatnio jednak wylądowałam w zupełnie innym psychiatryku. Pod tym słowem kryła się nazwa pokoju w grze typu real life escape.

O co chodzi?

Przede wszystkim o to, żeby uciec. Dobrowolnie dajecie się zamknąć w pokoju na określony czas (w naszym przypadku było to 45 minut). Czeka Was mnóstwo zagadek, gdzie rozwiązanie jednej prowadzi do kolejnego zadania. Rozwikłanie ostatniego kieruje Was do klucza (u nas był to szyfr do sejfu, w którym był schowany klucz).

Jeśli rozwiążecie wszystkie zagadki przed upływem wyznaczonego czasu – otwieracie drzwi i cieszycie się tym, jacy jesteście inteligentni.

Jeśli Wam się nie uda – obsługa otworzy Wam drzwi po alarmie dźwiękowym świadczącym o końcu czasu.

Najszybsze 45 minut w życiu

Przypomnij sobie swoją ulubioną zabawę z dzieciństwa. Bawiłeś się z kolegami i nagle mama zawołała z okna, że czas do domu, bo jest już bardzo późno. Szybko mijały te chwile, prawda? Tak właśnie jest w czasie rozwiązywania zagadek w escape game.

Stajesz się detektywem, towarzyszą Ci niesamowite emocje – podekscytowanie powiązane z lekkim stresem, bo przecież chcesz jak najlepiej i najszybciej rozwiązać kolejną łamigłówkę. Do tego wyjaśnienia nie są takie oczywiste, więc trzeba trochę ruszyć mózgownicą.

door-349807_1280

Dla kogo?

Dla każdego! (wiem, wiem, czyli do niczego… nie w tym przypadku!). Poważnie, nie jestem w stanie wyobrazić sobie, że komuś mogłoby się to nie spodobać.

W ofercie firm zajmujących się organizacją można przeczytać, że to świetny pomysł na integrację pracowników (liczy się współpraca), początek dobrej imprezy (wieczory panieńskie, kawalerskie), czy po prostu jako nieco inna rozrywka (zamiast kolejnego seansu w kinie).

Tam, gdzie byłam do pokoju można wejść w grupie od dwóch do czterech osób. Moja drużyna składała się ze mnie, mojego męża i pary naszych znajomych. Wiem, że różne firmy oferują odmienne liczby gości.

Dlaczego psychiatryk?

Pokoje urządzone są w różnych stylach: bezludna wyspa, kasyno, laboratorium, fryzjer, retro, komisariat, psychiatryk… można tak wymieniać i wymieniać.

Opowiem Wam o psychiatryku, bo tam byłam. Od razu po przekroczeniu progu wiesz gdzie jesteś. Świadczą o tym różne sprzęty i przyrządy ustawione w całej sali. Organizatorzy na prawdę włożyli wiele pracy w to, żeby wszystko wyglądało realnie. Pierwszy rzut oka w poszukiwaniu zagadek sprawia, że dostrzegamy mnóstwo kłódek, zamków szyfrowych i tym podobnych blokad. Spokojnie, otworzymy je. Musimy tylko rozwiązywać kolejne zagadki.

window-229368_1280

Gdzie tego szukać?

W Lublinie są już dwie firmy oferujące tą nietypową rozrywkę. Jestem niemalże pewna, że coś takiego można znaleźć w każdym większym mieście. Wpiszcie w wyszukiwarkę „real life escape game” i swoje miasto, a wujek Google z pewnością coś podpowie.

To nie jest wpis sponsorowany

Teoretycznie mogłabym pominąć nazwę firmy, ale nie chcę tego robić, bo serio REWELACYJNIE się bawiłam. Byłam w Let Me Out w Lublinie. Jest to franczyzna, więc jej odpowiedniki znajdziecie w wielu innych miastach. Ja ręczę jednak tylko za ten lubelski oddział.

Za taką rozrywkę w Let Me Out zapłacicie 99 złotych. Wybierając się czteroosobową drużyną trzeba się zatem zrzucić po niecałe 25. To jak, zamiast kina?

AnuŚka Bąbik-Daniło