girls-462072_1280

Jesteś w stanie przypomnieć sobie najlepszych kolegów i koleżanki z przedszkola? Z podstawówki? Czy te znajomości mają dziś w ogóle jakikolwiek sens? Oczywiście, że tak!

Z Anastazją znałyśmy się od jakiegoś piątego roku życia. Mieszkałyśmy w tym samym bloku i na początku spotykałyśmy  się na podwórku. Później chodziłyśmy razem do zerówki i do klasy w szkole podstawowej. Przez kilka lat byłyśmy jak papużki-nierozłączki. Miałyśmy swoje „drzewo przyjaźni”, które miało nas chronić od sprzeczek.

Pierwsze przepite pieniądze

Kiedyś zorganizowałyśmy „składkę klasową” (nasze mamy były w komitecie rodzicielskim i czasem używały tego sformułowania) i złożyłyśmy się na żetony do telefonu. Kupiłyśmy ich cały worek i zadzwoniłyśmy dwa razy z osiedlowej budki. Resztę mój tata wykorzystał w pracy, a połowę pieniędzy oddał mamie Anastazji. Dorośli nie rozumieli istoty zrzutki, która miała nas jeszcze bardziej jednoczyć.

Gdy miałyśmy po 10 lat do naszej klasy dołączyła specyficzna dziewczyna. Dzisiaj wiem, że szukała przyjaciółki, ale wtedy uważaliśmy, że chce skłócić całą klasę. Zazwyczaj dziewczyny przyjaźniły się w parach, więc ona te dwójki rozbijała zaczynając kolegować się tylko z jedną z nich. Było ciężko, ale przetrwałyśmy tą próbę. Nadal byłyśmy jednymi z najbliższych sobie koleżanek.

ferris-wheel-690988_1280

Odległość nas podzieliła

Podtytuł jest bardzo dramatyczny – w rzeczywistości nie było praktycznie żadnej odległości. Poszłyśmy do różnych klas w gimnazjum. Do tej samej szkoły! Widywałyśmy się przelotem na korytarzu, ale przestałyśmy utrzymywać bliski kontakt. Nie mieszkałyśmy już zresztą w jednym budynku. Ja przeprowadziłam się do domku, a ona (pół roku później!) do bloku, który był ode mnie oddalony o jakieś 500 metrów. To było za daleko, miałyśmy różne inne zajęcia i przestałyśmy się widywać.

Po trzech latach zaproponowała odnowienie znajomości. Wybrałyśmy się razem do kina. Na jednym wyjściu właściwie się skończyło.

Czy kiedykolwiek coś znaczyła?

Czy ta znajomość kiedykolwiek coś znaczyła? Oczywiście. Pierwsze przyjaźnie uczą nas bardzo wiele. Poznajemy sposób budowania relacji, dowiadujemy się wielu rzeczy o sobie (np. czy szybko się przywiązujemy), o innych (np. że ludzie potrafią nie dotrzymywać danego słowa). Poznajemy świat interpersonalny.

Skoro nie przetrwała to być może to był tylko przypadek, że się zakumplowałyśmy. Było nam do siebie po drodze, tak było wygodnie. A może po prostu ludzie się zmieniają i to, że kiedyś byliśmy sobie bliscy nie znaczy, że zawsze będziemy? Tym bardziej, gdy jesteśmy tak młodzi.

Nie żałuję

Chyba każdy z nas ma na swoim koncie taką znajomość, której się trochę wstydzi. Nie rozumie dlaczego zaufał tej osobie. W moim przypadku to nie jest Anastazja. Ona jest miłych wspomnieniem dziecięcych lat.

Gdy mijamy się na ulicy z uśmiechem mówimy „Cześć”, choć żadnej z nas nie przychodzi do głowy zapytać o życie tej drugiej. Chyba musiałybyśmy spędzić na tym kilka dni.

Można powiedzieć, że powinnam jej podziękować. Bo razem uczyłyśmy się jak poznać kogoś, kto wpłynie na całe nasze życie.

AnuŚka Bąbik-Daniło