Downloads

Niewiele jest na świecie rzeczy, których nienawidzę. Wśród nich jest jednak jedno pytanie: „Dlaczego płaczesz?”. No tak, nienawidzę też tego, ŻE płaczę.

Gdy miałam 13 lat wybiegłam z płaczem z sali, gdzie miałam indywidualną lekcję gry na skrzypcach. Na nogach miałam nowe sandały, najmodniejsze wtedy, takie wiązane na łydkach. Rzemyk się rozwiązał, a ja dalej biegłam w stronę łazienki. Prawie wybiłam zęby potykając się o rozwiązaną część buta, która natychmiast się urwała. Dopiero będąc sama w toalecie, po pewnym czasie uspokoiłam się. Nie pamiętam nic więcej, a z pewnością wróciłam tego dnia do sali po moje skrzypce. Tyle, że nie kojarzę żadnej dalszej rozmowy z nauczycielką.

Co takiego się stało? Na kolejną z rzędu lekcję przyszłam zupełnie nieprzygotowana. Zamiast rozczytać nowe utwory w domu, robiłam to na zajęciach. To były tygodnie kiedy ani razu nie wzięłam instrumentu do ręki poza szkołą. Nauczycielka zapytała:

- O co chodzi? Czy Ty nie ćwiczysz czy po prostu to jest dla Ciebie za trudne? Nie wiem gdzie jest pies pogrzebany!

…i to ostatnie zdanie było powodem mojego płaczu. Gdzie jest pies pogrzebany. Niefortunne użycie powiedzenia doprowadziło mnie do natychmiastowej histerii. Tak się składa, że miałam powód przez który nie grałam w tamtym czasie. Przeżywałam swoją pierwszą świadomą żałobę. Kilka tygodni wcześniej zdechł mój ukochany bernardyn.

zalaczniki (5)

Wybaczcie jakość – zdjęcia zdjęć nigdy nie wychodzą dobrze.

Takie historie mogłabym mnożyć, bo sytuacji kiedy wybuchałam płaczem (choć wcale tego nie chciałam) było w moim życiu naprawdę bardzo wiele. Okropnie się tego wstydziłam, ale zupełnie nie potrafiłam panować nad lecącymi łzami. Czasem po prostu dlatego, że ktoś na mnie krzyknął albo zwrócił mi uwagę, że coś źle zrobiłam.

- Dlaczego płaczesz? – padało często, bo mój rozmówca zupełnie nie widział powodu, dla którego miałabym reagować w taki właśnie sposób.

Tyle, że to pytanie powodowało coś gorszego. Nie mogłam z siebie wydusić słowa, a łzy nadal lały się strumieniami.

Wiele osób uważało, że jestem przewrażliwiona. Że nic nie można mi powiedzieć, bo zaraz się rozbeczę. Kto lubi beksy?! Oczywiście, że nikt! Zaczęłam więc to ukrywać, nie chciałam płakać przy ludziach. Wybiegałam zanim poleciały pierwsze łzy i chowałam się w łazience. Wstydziłam się tego, że nie potrafię panować nad emocjami.

Okazuje się jednak, że radzę sobie z nimi lepiej niż osoby, które nigdy nie płaczą. To wszystko po prostu ze mnie wypływa. To nie znaczy, że gdy się z kimś pokłócę to sobie popłaczę i nagle wszystko jest w porządku, nie. Ale jest mi znacznie łatwiej potem funkcjonować. Może nawet szybciej zapominam o tym, co było złe.

Myślałam, że jestem inna.

Okazuje się, że jest nas znacznie więcej.

charaktery

PrintScreen z dyskusji na stronie charaktery.eu

Ponoć blisko dwadzieścia procent ludzi to WWO, czyli wyjątkowo wrażliwe osoby. Nadwrażliwcy „doskonale sprawdzają się w roli nauczycieli, artystów, duchownych, pisarzy, dziennikarzy czy psychologów”*. Co ciekawe, uprawiam trzy spośród wymienionych tu zajęć.

O zjawisku możecie poczytać tutaj. W artykule zabrakło mi jednak odpowiedzi na jedno ważne pytanie.

Jak z nimi postępować?

Być może każdy nadwrażliwiec jest trochę inny, ale z mojego doświadczenia wynika, że czasem wystarczy udawać, że nie widzimy łez. Na pytanie „Dlaczego płaczesz?” i tak nie uzyskacie odpowiedzi, bo

a) sami nie do końca wiemy

b) musimy się najpierw uspokoić

Najlepiej po prostu dać czas. W płaczu nie da się prowadzić rozmowy. Jeśli jesteś drugą połową WWO to po prostu go przytul. Nie musisz nic mówić. Jeśli jesteś znajomym, zamilknij na chwilę. Jeśli jesteś kimś zupełnie obcym – nie miej pretensji. Spróbuj zrozumieć, że nie umiemy nad tym panować.

Łatwo powiedzieć

trudniej zrobić, to oczywiste. Ale może, gdy czasem o tym pomyślimy, to będzie nam łatwiej. Może masz w swoim bliskim otoczeniu kogoś wyjątkowo wrażliwego? Może sam taki jesteś? Zaopiekuj się nim lub podrzuć swoim bliskim ten tekst. Bo osobom z „normalnym” poziomem wrażliwości ciężko jest to zrozumieć.

Nie taki płaczek straszny

Jeśli przeczytacie podlinkowany artykuł to się dowiecie, że WWO to nie tylko więcej płaczu. To także więcej śmiechu, wzruszenia, empatii…

Mnie rozwesela gaworzące w autobusie dziecko, widok zakochanej pary, reklama coca-coli, wzrusza do łez ślub znajomych, niektóre spoty, ckliwe (często zmyślone) historie z Internetu, nie potrafię też przejść obojętnie obok zbiórki pieniędzy na ważny cel.

Może życie z nami nie jest łatwe, ale na pewno nie jest nudne. :)

AnuŚka Bąbik-Daniło

* cytat pochodzi z podlinkowanego artykułu ze strony charaktery.eu