hawaii-209956_1280

Jest początek lata. Pierwsze promienie słońca uśmiechają się do nas nieśmiało. Siedzimy na balkonie i grzejemy sobie twarze. Taras mamy taki wyjątkowy, bo z widokiem na las, w skrzynkach na poręczy także mnóstwo zieloności i kwiatów, a przed nami rosną chociażby pomidory. Ale nie o tym miało być.

Przyjemnie jest. Po prostu. Tak spokojnie, zielono, nigdzie się dziś nie spieszymy, mamy wolne. Po kilkunastu minutach orzeźwiającej ciszy odzywa się Adam:

- Ale super tak o niczym nie myśleć, co?

- Słucham? – wciąż nie mogę wyjść z podziwu jak On to robi. Wiecie, mówi mi jak cudownie jest nie myśleć, a w mojej głowie toczy się tysiące myśli. Jakby nawrzucać mnóstwo kolorowych owoców do blendera i włączyć bardzo powolne łączenie składników.

Tak, super jest nie myśleć. Niedawno przypomniałam sobie, że też to potrafię.

Gdyby ktoś zapytał mnie gdzie chcę spędzić urlop w tym roku, w kolejnym, za X lat i gdzie było mi najlepiej w dzieciństwie bez wahania odpowiedziałabym, że nad wodą. Woda mnie uspokaja, hipnotyzuje, ale jednocześnie dodaje energii. Uwielbiam wypoczynek przy morzu, czy jeziorze. A przecież tam wciąż myślę. Może czasem o niczym ważnym, ale myślę.

Jest jednak miejsce, w którym mój mózg całkowicie się restartuje. Nawet sporo takich miejsc na świecie. Mają jeden wspólny mianownik – góry.

IMAG3008-1

Nie wiem skąd bierze się ta moc, jaka mieszka tysiące metrów nad poziomem morza. Jestem jednak pewna, że jest w tym coś niemalże magicznego.

Można tam pobyć sam na sam z wiatrem, mimo, że dookoła jest mnóstwo innych osób. Nie ważne czy to Tatry, Bieszczady, Góry Stołowe, czy coś zupełnie innego. Wspinam się zawzięcie. Może moja kondycja nie należy do tych rekordowych, ale po ostatnim urlopie i wejściu na Tarnicę przekonałam się, że wcale nie jest z nią tak źle.

Zdradzę Wam sekret

Nie lubię iść za kimś. Tak jak w szkole nie lubiłam, żeby ktoś siedział za mną, najlepiej czując się w ostatniej ławce, tak w górach lubię być na przodzie. Zauważyłam to już lata temu i wiecie co? Moja teoria, jaką założyłam sobie będąc jeszcze w liceum, sprawdza się za każdym razem. Przyjrzyjcie się czasem grupom w górach. Jeśli razem idzie więcej niż dwie-trzy osoby to ktoś zawsze „wlecze się” z tyłu. Odległość między nim, a resztą ekipy zwiększa się niemalże z każdym krokiem, a jemu brakuje sił. W głowie.

IMAG3018-1

Wyobraź sobie siebie w maratonie. Biegniesz na samym początku, czy to nie motywujące?

- Nie daj się dogonić! – podpowiada umysł.

Zupełnie odwrotnie byłoby gdybyś zostawał na szarym końcu.

- Już i tak nie mamy szansy, żeby ich wszystkich przegonić – szkoda sił.

Nie bez powodu często mówi się, że trzeba mieć mocną głowę, żeby być sportowcem. Nie do wódki, a do radzenia sobie w stresowych sytuacjach. Żeby posiąść umiejętność podniesienia się z patowej sytuacji, gdy już wszystko wskazuje na to, że nie damy rady.

Życie to chodzenie po górach

Czasem idziemy w górę, coraz wyżej i wyżej, wydaje nam się, że już widzimy cel naszej podróży. Okazuje się jednak, że to tylko kolejny pagórek, przystanek na obranej przez nas drodze. Znów musimy zejść trochę niżej, żeby za chwilę zacząć się wspinać. Droga będzie kamienista, czasem bardzo trudna, czasami prosta i przyjemna. Spotkamy mnóstwo osób, które przywitają nas życzliwie. Czasem trafimy na kogoś, kto będzie chciał się z nami ścigać. Najważniejsze, żeby znaleźć swoje tempo i obrać odpowiedni kierunek. Zdecydować się, które szczyty chcemy zdobyć, bo na wszystkie może nie wystarczyć nam czasu. Gdy już wejdziemy tam, gdzie sobie założyliśmy zobaczymy niesamowite widoki. Widoki na jeszcze lepszą przyszłość. Wtedy możemy sobie na chwilę odpuścić i z uśmiechem na ustach pobiec w stronę domu, gdzie odpoczniemy.

DSC_0191

Z górki będzie łatwo, przyjemnie i co najważniejsze – z ogromną satysfakcją, że udało nam się znów coś osiągnąć. To właśnie wtedy moje myśli dają sobie na wstrzymanie. Gdy pełna szczęścia, choć fizycznie przemęczona niemalże zbiegam ze szczytu.

AnuŚka Bąbik-Daniło