pierwszy1

Muszę przyznać, że miałam spore obawy. Nigdy wcześniej przecież tego nie robiłam. Mąż postanowił być wyrozumiały i dotrzymał mi tempa. Pokazał też jak powinnam się do tego zabrać.

Śmiałam się w głos, gdy przeczytałam gdzieś, że każdy może przebiec kilka kilometrów bez żadnego przygotowania. Chichotałam słysząc, że bieganie jest dla każdego. Jasne, mogę pobiec, nawet bardzo szybko, ale po 100 metrach mam dość. Próbowałam biegać przed własnym ślubem. Byłam z siebie taka dumna, że dawałam radę 5 minut biec, 5 minut iść i tak przez pół godziny. Więcej? To nie dla mnie. Jeśli masz podobnie, koniecznie zostań do końca opowieści.

Wszystko przez te rolki

Ci z Was, którzy śledzą mnie na Instagramie wiedzą, że czasem spamuję zdjęciami rolek. To była jedna z moich ulubionych aktywności w dzieciństwie i kilka lat temu postanowiłam do tego wrócić. Tyle, że nie bardzo miałam gdzie jeździć, a po 15 minutach telepania się na kostce brukowej miałam dość.

rolki

W lutym mój mąż zaczął biegać, a uwierzcie mi, że jak On coś robi to zawsze na poważnie. Od tamtej pory nie było tygodnia, żeby nie przebiegł przynajmniej trzy razy w tygodniu po minimum 10 kilometrów. Nawet jak byliśmy na wakacjach – był to punkt stały programu. Też miałam ochotę znów spróbować, ale wiedziałam, że nie nadążę. Wymyśliłam więc coś innego – rolki. Znaleźliśmy mało uczęszczane ulice asfaltowe i pokonywaliśmy razem kolejne kilometry – on na nogach, ja na ośmiu kółkach. Ostatnio zauważyłam jednak, że nogi zamiast się wyszczuplać (nie oszukujmy się, na tym też mi zależało!), nabierają mięśni. Więcej się ruszam, lepiej się odżywiam, a spodnie w udach jakby się skurczyły! Na dodatek u Justka przeczytałam doskonałą recenzję książki dla początkujących biegaczy.

A gdybyś tak pobiegł ze mną?

Nieśmiało zapytałam czy mąż mógłby sobie odpuścić jeden szybki trening, żeby mi pomóc. Oczy mu się zaświeciły:

- Chcesz biegać? Jasne, pobiegnę z Tobą!

Byłam święcie przekonana, że nie pokonam nawet jednego kilometra. Serio. To obiektywna ocena, bo nawet w szkole nigdy nie przebiegłam dystansu 800 metrów. Nigdy nie dobiegłam do mety bez zatrzymania. Nigdy. Byłam zawsze na podium na krótkie dystanse i zawsze trzecia od końca na długie.

landscape-78058_1280

Dostałam pulsometr i wytyczne jakiego tętna się trzymamy. Adamowi wręczyłam mój telefon z włączonym Endomondo. Po pierwszym kilometrze zaczęłam jak głupia skakać z radości. Tak samo po drugim. Wtedy usłyszałam motywację:

- No, jakbyś przebiegła trzy to byłabyś lepsza niż Dawid za pierwszym razem – podpuszczał mnie mąż.

- A gdybym chciała przebiec pięć to w którą stronę teraz się kierujemy? – podjęłam rękawicę.

Umowa była prosta: dam radę? Super! Nie dam rady? Wrócimy spacerem.

Dałam radę.

Przy naszym bloku rzuciłam sobie kolejne wyzwanie – chwilowy sprint. Po jakichś 100 metrach myślałam, że wypluję płuca, ale byłam taka szczęśliwa!

bieg

Biję się w pierś – każdy może biegać. Na dodatek okazuje się, że jest to całkiem przyjemne. Jutro znów spróbuję!

Jeśli przymierzasz się do biegania i jakoś nie wychodzi to znajdź kogoś kto już to robi i dostosuje do Ciebie tempo. Ten bieg był niewiele szybszy niż spacer. Na początku śmiałam się „Ale nudy!”, ale zrozumiałam, że od czegoś trzeba zacząć. Jak mój organizm złapie odpowiedni rytm to trochę przyśpieszę.

Wierze, że nam się uda. Tak, nam -

- mi i TOBIE.

AnuŚka Bąbik-Daniło