mpk

Jeździć nimi zdarza mi się dosyć często. Oczywiście wolę samochód, ale wiadomo, że jak student* biedny to i oszczędzać mu się zdarza.

 

*Już na początku należy się Wam małe sprostowanie – tekst powstał pięć lat temu i miał wtedy swoją premierę na innym blogu. Jako, że obecnie nie dam rady jeszcze przez chwilę napisać tutaj nic nowego, postanowiłam go wykorzystać. Sama też chętnie się trochę pośmieję. ;)

 

1. Komunikacja w autobusach.

Nie tylko tu zanika, ale tutaj potrafi porządnie zirytować.

PKS-y. Szczególnie wcześnie rano, gdy nasz wspaniały środek transportu jest porządnie zapchany. Sęk w tym, że autobus pełny, ale… do połowy lub swojej trzeciej części. Oczywiście nikt się nie przesunie (a co! ja już wsiadłem!) tylko patrzy jak biedni ludzie zostaną zapewne na przystanku. Ten, który wsiąść pragnie odzywa się nieczęsto. Żal mi na nich patrzeć, więc grzecznie proszę: „Przepraszam, proszę się przesunąć do tyłu!„. Nigdy nie próbujcie pytać: „Czy mogliby Państwo…?„, bo usłyszysz „Nie.„.

MPK. Tutaj komunikacja ewoluowała trochę bardziej. Ogranicza się jednak zwykle do „Przepraszam, mógłby mi Pan skasować bilet?” i chrząkania nad głowami siedzących. Oczywiście, osobiście jestem jak najbardziej zdania, że powinno się ustępować miejsca, ale ‘młody człowiek’ też może się czasem źle czuć. I to rozumiem.

W dwóch powyższych przypadkach, gdy jest tłok możesz się bez żadnego usprawiedliwienia przytulać do stojącej obok ładnej dziewuchy lub ładnie pachnącego przystojniaka (gorzej jeśli trafi się osobnik, który nie używa mydła lub zgubił szczoteczkę do zębów).

 

2. O samych pojazdach.

Wehikuły czasu. Czasem zepsuje się w połowie drogi, a dziś przekonałam się, że naprawdę potrafią przenosić do innej ‘epoki’. Otóż na drzwiach wejściowych widniała nalepka wielkości A4 z następującym tytułem: „Kolejność wsiadania do autobusu”. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że punkt pierwszy owej instrukcji brzmiał: „Posłowie na Sejm PRL„. Przeczytałam cztery razy, bo jakaś zmęczona byłam i myślałam, że wzrok płata mi figle. Ale nie tym razem!

Trolejbusy*, które ‘strzelają’ iskrami i hamują doprowadzając do szału też są wspaniałe. I proszę człowieku, nie zmęcz się taką jazdą. Ale nie narzekajmy, lubelskie MPK ma coraz więcej  nowych modeli z wbudowanymi ‘spikerkami’. Tutaj już nawet ktoś z innego miasta nie musi pytać gdzie wysiąść.

 

3. Na przystanku.

Można pobić człowieka i nikt mu nie pomoże, mimo, że stoi tłum. Każdy się boi – ot, taka nowa solidarność. O godzinę pyta tylko ten, któremu rozładuje się telefon. Ewentualnie usłyszysz: „Przepraszam, czy była już siódemka?” – a te pytania też są dość ryzykowne. Nie, spokojnie, jeszcze mnie za to nic złego nie spotkało, ale wiele razy usłyszałam odpowiedź z kosmosu, na tak zwanego odczepnego, a autobus jednak zaraz się pojawił. Zakłócenia komunikacyjne na każdym kroku.

*trolejbusy to takie autobusy na prąd, które jeżdżą na „szelkach” – można je spotkać w kilku polskich miastach, w tym także w Lublinie. Muszę przyznać, że już nie pamiętałam, że były takie stare, teraz już wszystkie nowiusieńkie, piękne i wygodne!

Ciekawe doświadczenie, przeczytać swoje przemyślenia sprzed kilku lat na tak pospolity temat. Dopiero dostrzegam ile się poprawiło. Choć nie wszystko. ;)

Chętnie przeczytam o Waszych przeżyciach z komunikacją masową. Jak widzicie mogą być również takie prehistoryczne!

 

AnuŚka Bąbik-Daniło