cemetery-290901_1920

Oto historia dziewczynki, która mogła nadal żyć…

Taki mały grób

W mojej pamięci od lat wryty jest maleńki, szaroniebieski grób. Odwiedzałam go z rodzicami raz do roku – w dniu Wszystkich Świętych. Ja dorastałam, a dziewczynka, którą w nim pochowano, nie. Z czasem znacznie przerosłam długość nagrobka. Wracam tam 1 listopada, zapalam znicz i znów słucham opowieści mojego taty. Historii, która zmusza mnie do silnej refleksji – niewiele brakowało, żeby nie było na świecie mojej rodziny.

Danusia była siostrą cioteczną mojego dziadzia. Gdy miała 10 lat zachorowała, tak jak wiele innych dzieci z jej okolicy. Obszar, na którym mieszkała zaatakowała bowiem epidemia choroby, na którą nie znano lekarstwa, a na którą zapadł także mój kilkuletni wówczas dziadek. Danusi nie udało się przeżyć. Nie ocalało prawie żadne dziecko. Poza moim przodkiem.

Gdy umiera dziecko

Nie ma chyba gorszej straty dla rodziców, niż pochowanie własnego potomka. Ilekroć jestem na jakimkolwiek cmentarzu, rozglądam się w poszukiwaniu cyfr na najmniejszych pomnikach. Napis głosi, że chłopiec przeżył 5 lat i kraja mi się serce. Nieopodal jeszcze mniejszy nagrobek – tym razem dziewczynka, która była na świecie zaledwie 6 miesięcy.

Nie wyobrażam sobie jak wielka musi być rozpacz tych rodziców. Dziś, jutro pewnie szczególnie pobiegną pamięcią w stronę tej chwili. Nie ma dla nich dobrych słów pocieszenia. Nawet nie będę próbować.

AnuŚka Bąbik-Daniło