chemia

Szalona miłość, o jakiej marzy niejedna dziewczyna z tłem, którego nikt nie pragnie. Dlaczego warto popłakać w ciemnym kinie oglądając „Chemię”?

- Nie lubię takich filmów – powiedział tuż po wyjściu z kina mój mąż, który również uronił ukradkiem łzę w ciemnej sali.

- Dlaczego?

- Bo wprawiają w smutny nastrój.

- A nie zmuszają do myślenia o życiu?

- Zmuszają, ale za kilka dni o tym zapomnimy.

- To nie zapominajmy.

To chyba powinien być klucz do oglądania tego typu produkcji. Najsmutniejsze historie to te napisane przez życie. Historia inspirowana prawdziwymi zdarzeniami nie jest polukrowana. Nie wybiela postaci, które się w niej pojawiają. Nie mówi, że rak to pikuś, z którym łatwo sobie poradzić. Pokazuje trud codzienności, sinusoidę nastoju, zmagania z samym sobą i poczuciem wartości.

Usunięcie piersi. Wyobrażasz to sobie? Jedyna szansa, by spróbować żyć. Próbujesz. Okazuje się jednak, że jest to jeszcze trudniejsze niż mogłaś sobie wyobrazić. Że dopiero teraz pojawia się prawdziwy ból, że cała Twoja pewność siebie nagle ulatuje.

Miłość jak z bajki. Marzysz o niej? Będzie spontaniczny wyjazd nad morze. Wspólne wygłupy do rana jakby nikogo oprócz Was nie było. Zrozumienie bez słów. Do czasu. Do czasu, gdy rak znów da o sobie znać i zażąda kolejnych wyrzeczeń.

Wtedy będą krzyki, wyzwiska, odwoływanie miłości. Będą pretensje. Ale gdzieś na końcu będzie też sukces. Nie przegrałaś. Poszliście razem na wojnę. Na kolejną bitwę, której się nie da wygrać, ale w której nie da się też polec.

Za każdym razem, gdy moje oczy się szkliły mąż łapał mnie za rękę. Wiedział instynktownie, że ściska mnie w środku. Może jego też chwytała każda z tych scen. Ten film zmusza do docenienia tego, co mamy. Jesteśmy zdrowi, razem. Jedyne o czym marzyłam po wyjściu z kina to mocne przytulenie i zastygnięcie w tej pozycji bez ruchu. Teraz wystarczy tylko nie zapomnieć. Każdego dnia doceniać to, że mamy siebie i nie musimy walczyć. Musimy tylko dbać.

AnuŚka Bąbik-Daniło