listy do m2

Kiedyś czekałam na kontynuacje filmów z zapartym tchem. Na przykład na kolejnego Shreka. A „Listy do M”? Podobały mi się, ale żebym jakoś szczególnie pragnęła kontynuacji? Nie, wcale o niej nie myślałam, dopóki się nie pojawiła. Wczoraj byłam na prapremierze i pędzę Wam odpowiedzieć: CZY WARTO?

Myślę, że większość z Was widziała pierwszą część. Jeśli nie – koniecznie naróbcie zaległości w około świątecznym czasie, bo to jeden z tych filmów, które dobrze nastrajają na Gwiazdkę.

Od dwójki nie wymagałam zbyt wiele, myślałam, że będzie nieco „na siłę”, a jedyne co pozostanie to właśnie ten magiczny klimat. Atmosfera świąteczna w moim sercu jest już zdecydowanie wprowadzona, produkcja spełnia więc swoje zadanie.

W fabule przeplatają się losy kilku par i rodzin. Faktycznie, niektóre z nich są takimi „zapchajdziurami”, przeciągniętymi i przerysowanymi. Mam jednak wrażenie, że ta hiperbola też jest potrzebna. Nie jest to bowiem tylko wesoła bajeczka. W zasadzie można uwierzyć, że każda z tych historii wydarzyła się gdzieś kiedyś naprawdę. Choć oczywiście na potrzeby filmu została nieco podrasowana.

listy do m

Być może niektórych rozczaruje fakt, że nie ma samych dobrych zakończeń. To jednak przemawia za prawdziwością opowieści. Nawet w święta nie każdemu zdarzy się cud.

Z bohaterami „Listów do M. 2″ spotykamy się dokładnie po takim czasie, jaki minął od premiery pierwszej części. Każdego z nich widzimy starszego o cztery lata i możemy się domyślać jak mniej-więcej wyglądało jego życie w tym czasie. Wszyscy z nich są w jakimś punkcie zwrotnym. Nie będę jednak zdradzać szczegółów, żeby nie psuć Wam zabawy.

Wiem co interesuje Was najbardziej. Czy warto zobaczyć? Pewnie, że tak! Świątecznych komedii nigdy dość, tym bardziej, gdy nie są tylko głupkowate, ale potrafią rozbawić i wzruszyć. Tak właśnie jest w tym przypadku. Czy druga część jest gorsza od pierwszej? Skądże! Zastanawiam się czy nie jest lepsza. Zależy jednak jakie wybierzecie kryterium. Z pewnością jednak nie odbiega poziomem od swojego poprzednika.

AnuŚka Bąbik-Daniło