IMAG3807 (1)

W miniony czwartek miałam okazję być na nietypowym koncercie. Nietypowym, bo oto gwiazdy wokalne YouTube’a wystąpiły z towarzyszeniem orkiestry symfonicznej. Musiałam ich sprawdzić i biegnę Wam odpowiedzieć: „czy warto?”.

Na początku pragnę zaznaczyć, że ocena będzie bardzo szczera. Istotną informacją może być też fakt, że sama mam wykształcenie muzyczne i na wielu koncertach już bywałam. Bardzo różnych.

Nie chce mi się wierzyć w to, że komukolwiek nie obiła się o uszy nazwa Studio Accantus, ale na wszelki wypadek informuję, że ich nagrania można znaleźć tutaj: klik!

IMAG3808

Koncert w Zamościu (od którego dzieli mnie ok. 80 km) był zaplanowany na 12 lutego. Gdy po trzech dniach od ogłoszenia tego terminu zdecydowałam się kupić bilety okazało się, że wszystkie są już wyprzedane. Szok. Napaliłam się, więc napisałam komentarz z prośbą, aby pamiętali o Lubelszczyźnie. Nie tylko ja. Po pewnym czasie ogłoszono drugi koncert w Zamościu – 11 lutego. Miejsca zarezerwowałam natychmiast. Wyprzedały się równie szybko.

Pierwsze wrażenie dotyczyło miejsca w którym odbył się występ. Dom Kultury z pewnością nie należy do najnowszych, siedzenia były średnio wygodne. Ale nie to jest przecież najważniejsze. Tyle, że od samego początku byłam podirytowana. Obok mnie siedział facet, który ciągle gadał. Wyobraźcie sobie coś takiego:

Na scenę wchodzi orkiestra. Z widowni rozlegają się oklaski, a mój sąsiad raczy nas poinformować:

- Bez przesady, jeszcze nic nie zagrali.

Facet mnie natchnął. Mam już w głowie tekst pt. „Jak zachować się na koncercie”. Ale przecież o tym będzie innym razem.

IMAG3806

Niestety pierwsze wrażenie muzyczne też nie należało do najlepszych. Akustyka leżała. Chórek brzmiał głośniej niż soliści. Na dodatek w pierwszych utworach zdarzały się pomyłki intonacyjne (fałsze). Nie byłam zachwycona, choć domyślałam się, że trema robi swoje.

Brzmienie orkiestry – rewelacja. Opracowanie muzyczne utworów – także. Mało tego, po kilku piosenkach rozkręcili się również wokaliści, a akustyka została odpowiednio dostosowana. Pierwszą część koncertu oceniam zatem na poprawną. Fajnie zobaczyć ich na żywo.

Po przerwie zamieniłam się z moim mężem na miejsca, więc sąsiad już mnie nie irytował. Wykonawcy jakby dostali jakiegoś powera! Emocje (te złe) widocznie trochę już opadły.

Na specjalne wyróżnienie zasługuje Adrian Wiśniewski, który jest prawdziwym profesjonalistą. Jego wykonanie „Konfrontacji” (Jekyll i Hyde) było mistrzostwem świata! Nie sugerujcie się tym co wisi na YouTube, na żywo było tysiąc razy lepiej.

Bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie też Sylwia Banasik, która ma niesamowite górne partie (a śpiewa czyściutko). Szkoda, że razem z Adrianem nie wykonali kawałka „Tylko jedno życie masz” – uwielbiam go słuchać (i oglądać) na yt.

accantus

Wymieniłam dwie osoby, ale każdy z dziesięciu solistów zasłużył na owacje na stojąco jakie trzykrotnie zgotowała im publiczność. Początkowe potknięcia z pewnością były wynikiem stresu, a akustyka… cóż, zupełnie inaczej nagłaśnia się pustą salę i tą pełną widowni, wiem o tym.

Odpowiadając na pytanie z tytułu – WARTO! To po prostu trzeba usłyszeć na żywo. Nagrania z sieci w większości oparte są na gotowych podkładach, które nie oddają wszystkich emocji utworów. Z orkiestrą symfoniczną brzmiało to po prostu wspaniale. Jeśli tylko nadarzy się okazja – korzystajcie.

AnuŚka Bąbik-Daniło