chalkboard-944042_1280

Dziś zapraszam Was na kącik sentymentalny, w którym będziemy wspominać czasy mojej podstawówki. Jestem ciekawa czy pamiętacie te same gadżety i zabawy, co ja. Uwielbiam przenosić się w czasie, więc to będzie pierwszy, ale z pewnością nie ostatni, tekst w tym klimacie.

Etap mojej pierwszej szkoły przypadł na końcówkę XX i początek XXI wieku. Do pierwszej klasy szłam bowiem w roku 1997. Wtedy były jeszcze ósme klasy i pamiętam, że osoby z ostatnich roczników wydawały mi się być takie dorosłe!

Gry

Od zawsze byłam straszną gadżeciarą dlatego wszelkie nowości technologiczne wprost mnie zachwycały. Chyba każdy z nas miał w tym czasie gierkę elektroniczną, w której znajdował się Tetris i inne zabawy oparte na podobnej zasadzie. Moja ulubiona znajdowała się w moim urządzeniu pod numerem szóstym (a było ich 98!) i polegała na „strzelaniu” do grupy kwadracików.

podst

Długo męczyłam moich rodziców o zwierzaka, dlatego gdy tylko pojawiły się jajeczka tamagotchi natychmiast musiałam je mieć. W środku mojego mieszkał piesek, którym opiekowałam się, gdy tylko sobie o tym przypomniałam.

Kolekcje

Zbierało się zabawki z Kinder Niespodzianki. Sama najbardziej uwielbiałam te do składania i zawsze potrząsałam jajkiem w sklepie, żeby usłyszeć czy w środku jest dużo elementów. W naszym domu było też jednak dużo figurek. Pamiętam rodzinę lwów, hipopotamów i krokodyli. Stały na regale pięknie ułożone, ale często razem z siostrą zdejmowałyśmy je, aby się nimi bawić.

Chyba każdy z mojego pokolenia kolekcjonował karteczki do segregatora. Dzisiaj myślę, że trochę nas to uczyło przedsiębiorczości i handlu. Udawało się bowiem zamienić jedną, cenną kartkę za pięć innych. Wystarczyło dobrze zareklamować swoją własność, której mieliśmy pod dostatkiem.

Smakołyki

Z podstawówką bez wątpienia kojarzy mi się napój w woreczku. W szkolnym sklepiku kosztował grosze! W dość solidny worek wbijało się cienką słomkę i już można było pić. U nas te napoje były tylko pomarańczowe (mam na myśli kolor, bo smaku nie pamiętam), ale wiem, że w pozostałych szkołach można było dostać też inne.

Z gumą kulką łączy się pewna anegdotka. Warto przypomnieć, że jedna (odcinana przez sprzedawczynię) kosztowała zaledwie 10 groszy. Kiedyś potrzebowałam drobnych i poszłam do warzywniaka poprosić o rozmienienie banknotu dziesięciozłotowego. Niezbyt sympatyczna pani nie zgodziła się. Wypaliłam więc:

- To poproszę gumę kulkę!

W ten sposób powstały nam trzy kategorie, a w każdej z nich znalazły się dwa wspomnienia. Mam ich znacznie więcej, ale nie wszystko naraz. Takiej formy zamierzam się trzymać w kolejnych odsłonach. Wasze wspomnienia są bardzo mile widziane! :)

AnuŚka Bąbik-Daniło