matura

Matura to bzdura! Powtarzam to od liceum i swojej wersji nie zmienię. Co nie znaczy, że nic od niej nie zależy.

Gdy moi zestresowani znajomi powtarzali materiał z historii i WOSu, a później kolejny raz czytali swoje prezentacje z języka polskiego, ja postanowiłam nie zaglądać już do książek. Choć w tym wypadku „już” oznaczało, że nic się nie zmieni, bo klasa maturalna nie była u mnie wcale czasem powtarzania.

Byłam lekkoduchem

Do wszystkiego podchodziłam z dużym dystansem i mało sytuacji mnie stresowało. Denerwowałam się, gdy nasza wychowawczyni zaczynała odpytywać wszystkich po kolei. Bałam się początku fizyki i uciekałam do łazienki. Na zmianę z koleżanką z ławki. Pewnego dnia fizyczka się zorientowała i zapytała wprost:

- Czy ja działam na Was moczopędnie?

Dalej wychodziłyśmy na zmianę. Zawsze to jakaś szansa na nie zarobienie kolejnej jedynki. Tyle, że z fizyki nie zdawałam matury. Więc się nie bałam.

Zdawałam z moich pewniaków. Z historii, której śp. Wychowawczyni nie pozwoliła nam nie umieć. Z WOSu, z którego co tydzień oddawaliśmy próbne matury rozwiązane w domu, a Sor wszystkie sprawdzał i oceniał. Z polskiego, którego zawsze byłam pewna. Jako jedyna w klasie z niemieckiego.

Nie bałam się matury,

bo wiedziałam, że ją zdam

Dzisiaj wiem, że w tym wyznaniu nie ma niczego niewłaściwego. Moje liceum miało stuprocentową zdawalność, więc wykalkulowałam sobie, że nie dopuściliby do matury nikogo kto mógłby nie zdać.

Wynik nie był ważny

Dziś każdy wstydzi się do tego przyznać, ale prawda jest taka, że nigdy nie byłam ambitna. Nie zależało mi na ocenach, nie liczyły się więc też punkty na wszystkich kolejnych testach. Istotne były tylko umiejętności i wiedza, która przyda mi się w życiu.

A co ze studiami?

Długo nie wiedziałam co zrobić dalej ze swoim życiem. Wiedziałam, że pójdę na studia, ale wciąż nie mogłam się zdecydować, a gdy tylko wspominałam o dwóch kierunkach – dorośli patrzyli jak na kosmitę. Ostatecznie zaczęłam je równolegle i radziłam sobie świetnie. Oczywiście zgodnie ze swoimi oczekiwaniami, gdzie nie ważne były stopnie, a istotniejsze to, czego mogę się dowiedzieć.

Ambicja ponad wszystko

Nie wiem czy ludzie się z tym rodzą, czy stają się tacy w trakcie życia. Najlepsi we wszystkim za co tylko się wezmą, nie mogą sobie pozwolić na najmniejszy błąd. Sama nigdy nie chciałam być idealna. Nie wstydzę się tego, że nie wszystko mi wychodzi. Moje wyniki nie były stuprocentowe, ale nie były też najgorsze. Dostałam się na wybrane kierunki. Nie byłam najlepsza na roku.

Dystans nas ocali

Do przodu, byle prędzej, byle dalej. Czasem mam wrażenie, że tak wygląda życie wielu osób. Chciałabym chociaż część z nich przekonać, że trochę zwolnienia jeszcze nikomu nie zaszkodziło. Wręcz przeciwnie. Stres wyniszcza, więc nie pozwól mu nad sobą panować.

Od matury zależy wszystko

Czyli nic. Można ją przecież zdać ponownie. Choć niewiele znam osób, które chciały ją poprawiać. Okazuje się bowiem, że można mieć fantastyczne życie z kiepskimi wynikami na egzaminach. Serio.

AnuŚka Bąbik-Daniło